Twój koszyk jest pusty ...

Kategorie

Producenci

Bestsellery

Kontakt

  • Baitbox
    ul. Żegiestowska 3
    50-542 Wrocław
  • E-mail:sklep@baitbox.pl
  • Telefon512 369 604
  • Godziny działania sklepu24/7

Systemy płatności

  • PayU
  • eserivce
  • PayPal
  • PayU Raty
  • BGŻ

Opinie o produktach

1 » 2 » Zasiadki na kąpielisku3

Zasiadki na kąpielisku

    Wiosna w tym roku była bardzo krótka, trwała około tygodnia z temperaturami do 20 stopni. Lato rozpoczęło się z początkiem maja temperaturami w wysokości od 25 do 35 stopni w cieniu. Brak opadów i niski stan wody w Renie jak i szybkie parowanie  spowodowały, że stan wody w naszej 90 ha żwirowni zaczął gwałtownie się obniżać. Nasze wiosenne miejsce zostało wyłączone przez kapiących. Dosłownie chodzili po naszych zestawach, które były pod drugim brzegiem na głębokości od 1.5 do 2 m.

Sytuacja ta zmusiła nas do zlokalizowania nowej miejscówki w miarę chroniącej nas przed ludźmi, co na wodzie będącej miejskim kąpieliskiem było nie lada wyzwaniem. Wypoczynek w czasie łowienia to praktycznie mit, woda krystalicznie czysta głęboka – średnio 12m głębokości, przyciąga ludzi jak magnes z prawie milionowego miasta, w którym się znajduje. 7 jeziorek połączonych z torem kajakowym o długości prawie trzech kilometrów, po którym poruszają się kajaki pływacy, surferzy, ludzie kapiący się i pływający na wszystkim co jest możliwe.
                                                    alt

Ostatnio nawet widziałem taki ok 4 x4 m barek z lodówką i 6 osobami, którzy zakotwiczyli na środku zbiornika, na dodatek DRLG – ratownictwo wodne szalejące motorówkami, wyczynowe kajaki i tzw., Drumm boate” – 12 osobowe łodzie, gdzie sternik uderzając w bęben wyznacza tempo wiosłowania.

                                                   
Natura także nie ułatwia nam życia mianowicie, łabędzie, kaczki, kormorany, kurki wodne i inne zwierzaki wodne włączając w to nawet żółwie które ludzie wypuszczają do zbiornika, gdy te osiągną spore rozmiary.

Po naradzie z Wieśkiem Modzelewskim i moim bratem Łukaszem zdecydowaliśmy przenieść się na tzw. szóste jeziorko. Jest ono zbiornikiem przepływowym pomiędzy regatą, a jeziorkiem nr 5, które okupują płetwonurkowie. Postanowiliśmy, że grubo ponęcimy znajdującą się ok 70 m od brzegu podwodna wysepkę w kształcie litery L.

Na dodatek nam wędkarzom nie wolo używać środków pływających - jedynym ratunkiem pozostaje łódeczka zdalnie sterowana, ewentualnie wywózka wpław, co w nocy nie wchodzi w rachubę. Przez te utrudnienia dla wędkarzy wynikające z niemieckich przepisów, kilka lat temu kupiłem łódkę zdalnie sterowaną RT 4 niemieckiej firmy Carplunge z echosondą i to był strzał w dziesiątkę. Dzięki nowym funkcjom mojej łódki w tym roku mogłem stworzyć batymetryczną mapę dna tego jeziorka.

                                                    alt
Dzięki temu mogliśmy łowić poza zasięgiem rzutu i poznać dobrze łowisko. Nęcenie punktowe co 3 dni po 10-12 kg kulek na wędkę. Nie jest to mało, ale woda, na której się tak trudno łowi, ma zalety – duże karpie, olbrzymie leszcze takie między 3-7 kg (rekord wody w leszczu to prawie 8 kg), płocie, liny, no i sumy takie do 2.2 m, wiec ma kto zjadać nasze kulaski. Ze względu na chimeryczność karpi w tym łowisku nęcimy mieszanką kulek Solara – Club mix, Quench i Top Banana, no i oczywiście kule własnej roboty Wiesława Squid z Quenchem i truskawka na flavorze z Solara. Po trzykrotnym nęceniu postanawiamy spróbować naszych sil z walecznymi płetwalami z głębin.

Poranek przywitał nas nad wodą podczas rozpakowywania przyjemnym chłodem, szybko jednak okazało się ze nasza miejscówka ma jeszcze jedna zaletę o której przekonaliśmy się podczas upałów, rozłożyste wierzby wysokie, chroniące nas od słońca i ludzi. Przez pierwszą dobę łowimy kilka pisklaków do 14 kg. a jak mam to w zwyczaju nie robię zdjęć z rybami poniżej 15 kg. Musi czymś naprawdę się wyróżnić, jak np. ten karp z mini płetwami.
                                                     alt

Poranek daje Wiesiowi pięknego golca 20 +, natomiast u mnie pracuje tylko 1 wędka.
                                                    alt

Szybko trzeba było ustalić co jest powodem. Po ubraniu pianki do nurkowania dopływam do zestawu i okazuje się, że leży na dnie przy głębokości 4,8 m i nie widzę ani jednej kulkizanętowej, a mój zestaw zaklinowany między otoczakami trochę mniejszymi od pieści. Natychmiastowo po powrocie nastąpiła zmiana przyponu na taki który nie będzie wpadał między kamienie, wiążę łamańca z d-rigiem na clearwatter fluorocarbon z CRS i pop-up banan na kółeczko.

Dosłownie 30 min po wywózce na mojej macie melduje się 17 kg pełnołuska ślicznotka o wielkich płetwach.
                                                    alt


Około południa podjąłem się próby wywiezienia drugiego zestawu, pod drugi brzeg, gdzie wcześniej nurkując zauważyłem piękna ścieżkę wzdłuż której płynęło kilka karpi (w tym 2 grubo ponad 20). Niestety ilość kajaków, ludzi na deskach i tych pływających wpław nie ułatwiała mi tego zadania. 
                                                   alt

Wywózka pomimo szybkiej łódki może się nie udać, bo ktoś zahaczy o plecionkę. Właśnie z tego powodu używamy back-leadów, jednak tym razem postanowiłem zastosować trochę inna taktykę. Na strzałówce ok. 3 m. za ledcorem montuję stoper i zakładam dwa przelotowe back-leady po 5 gram tak, aby w momencie zatrzymania łódki utrzymywały strzałówkę z plecionką pod wodą na bezpiecznej głębokości. Dodatkowo po wypłynięciu łódką ok 12 m od brzegu stawiam przelotowego back-leada o wadze 30 gram. Pozwala to na naprężenie i utrzymanie plecionki głęboko pod powierzchnią.
                                                 alt
Tym sposobem mogę wywozić bezpiecznie pomiędzy kajakami i ludźmi w wodzie. W ciągu pierwszego weekendu łowimy kilkanaście karpi w granicach od 15 do 19 kg. Kilku maluszków do 12kg  nawet nie liczymy. Wbrew pozorom tłumy ludzi nie wpłynęły negatywnie na brania, karpie zdawały się nimi zupełnie nie przejmować.
W niedzielę popołudniu jeden z nurkujących mężczyzn mówi mi ze widział mój zestaw przy którym kręciły się karpie, ale hak był zaczepiony o jakąś gałązkę. Szybka decyzja do dyspozycji mamy jeszcze tylko 3 godziny. Decyzja jest natychmiastowa – Przewózka, a na zanętę tylko pellet Quench i 5 kulek. Po pięciu minutach okazało się, że postąpiłem właściwie. Potężny odjazd, ryba była bardzo silna, przez kilkanaście sekund nie mogłem nic zrobić. Wybierał z zakręconego hamulca jak na włączonym wolnym biegu. Na dodatek hol szalonej ryby wśród tłumu plażowiczów i pływających ludzi nie należy do najbardziej komfortowych. Po drodze nasz dzikus parkuje w rdestnicy. Po chwili namysłu oddaję kija Wieśkowi i sam płynę go wyplątać. Dobrze, że to nie daleko od brzegu. Powrót i w podbieraku ląduje ponownie pełnołuska piękność z wagą prawie 20 kg.
                                                     alt

Ważenie, fotki i do wody. Konoieczne jest standardowe tłumaczenie wszystkim gapiom, dlaczego nie na grilla, czy przeżyje, czy mu to nie szkodzi, czy one gryzą, czy maja zęby. Łowiąc na takim zbiorniku trzeba do tego przywyknąć, a przy zbyt namolnych gapiach i komentatorach zagryźć wargi i przemilczeć, bo to ten typ co wie wszystko najlepiej. Zostały nam 2 godziny. Wędka na brzegu nic nie złowi wiec wywózka. Powtórka z przynętą, banan z dairy cream i blowout rig na haku nr. 2 Continentala z CRS – zestaw jak na Rainbow. Ustaliliśmy ze łowimy do 18.00, wszystko prawie już spakowane na wózkach,, została tylko mata, wędki i podbierak. Podchodzę do wędki, aby ją zwinąć, ale Wiesiek mówi żebym wypalił jeszcze jedną fajkę na odchodne. Kilka sekund po odpaleniu jazgot sygnalizatora wyprostował mnie jak strunę. Kij w łapę, a że łowimy pod drzewami używam 3 metrowych Sonic 3 lbs. Kij zgięty po rękojeść i powtórka z poprzedniego holu, tym razem obyło się bez wypływania. Na plaży między przerażonymi dzieciakami Wiesiek podbiera mi pięknego wielkiego golca, tu już bez ważenia wiedziałem ze ma grube +20. Ważenie, szybkie fotki ze szczęścia nawet w wodzie, buziak i wracaj do domu. My dzisiaj też musimy niestety wracać.                    

                                                              alt

Odjeżdżając umawiamy się z Wieśkiem na nęcenie  jutro wieczorem i środę. Dawka ta sama - po 10 kg na miejscówkę, czyli w sumie 40 kg. Będzie co dźwigać.

Przyjazd zaplanowany na piątek w południe, ale jak to w życiu bywa Wiesiek  jest już nad wodą w czwartek wieczorem. Przez noc łowi 12 ryb, , w tym kolejnego golca brzuchacza grubo ponad 20 kg
                                                         alt

Nie powiem, po usłyszeniu tych wiadomości podskoczyło mi ciśnienie, ale dobrze się zapowiada. Są i biorą. Wreszcie piątek. Rozbijam Tempesta, a że tym razem jest ze mną córka zakładam narzutę, żeby weszły 2 lóżka. Amelia ma 11 lat i powoli łapie bakcyla do łowienia.  Ma swojego kija i coś niecoś już potrafi. Po chwili wędki lądują w wodzie. Pierwszą rybę łowi moja pociecha, oczywiście znowu na banana z Solara. Z racji tego, że są to mocno pracujące kulki za każdym razem muszę je zmieniać. Nawet podsuszone i zadipowane po kilku godzinach lekko się odwarstwiają uwalniając zapach ze środka. Przewożę jednego z moich kijów pod drugi brzeg i zakładam Clubmixa z pływakiem ze starych zapasów 22 mm Banan Solar – tych antyków nie produkują już od 10 lat. Wygrzebałem je z jednej z wielu toreb ze starych czasów, gdy wakacje spędzałem na Dużym Stawie w Starym Sączu. To był mój killer na amury. Po kliku minutach zestaw ląduje na głębokości 5,5 m przed zielskiem koło zacumowanego przy brzegu podestu. Do tego 1,5 kulek i 1 kg pelletu oraz ziarna od Bartka z Old Carp Scool. Pełna mieszanka na podkładzie scopex-u.  Długo nie musieliśmy czekać na pierwsze branie. Startuję do kija, odjazd jak by ktoś zestaw podpiął do ścigacza.
Tym razem ryba poszła na głębinę ok 12 m i za nic nie chciała z stamtąd wyjść.  Po drodze znajdował się garb wychodzący na 5 m pięknie porośnięty roślinnością. Hol trwał długo, odjazdy i walka to było coś pięknego. Uczucie strachu, gdy strzałówka trze o roślinność i kamienie, gdy ryba tuż przed podbierakiem przewraca się przez grzbiet, a kulki wiszą na zewnątrz i w końcu ta satysfakcja, gdy ląduje w podbieraku pokonana, ale piękna i okazała. Jest to  ponad 20 kg golec i długi na ok. 100 cm, aż się chce żyć. Fotki i puszczamy do wody. 

W sobotę łowimy jeszcze kilka ładnych karpi, co ważne, nie mamy małych wszystko powyżej 16 kg. Daje nam to nadzieję na coś większego.
                                                            alt

Gdy grill, drinki i pogaduszki wieczorem trwają w najlepsze u Wieśka zaczyna jechać „lokomotywa” powoli ospale, ale nie do zatrzymania. Po 10 min holu ryba lzatrzymuje się w zielsku dość daleko od brzegu.  Wiesiek wsiada do maty Raptora i wypływa uwolnić rybę z zielska. Po chwili krzyczy do mnie ze zdobycz jest gruba, i na szóstym biegu wraca na brzeg. Ryba nie daje za wygrana i odbija w prawo, jedną z moich wędek muszę zwinąć, a drugą stawiam w pion. W końcu podbieram rybę - jest kolejna 20 +.
                                                           
alt
To już trzecia z dwójką z przodu w ten weekend. Jest zbyt ciemno na fotki, pakujemy ją do worka, a fotki jutro. Na mnie znowu czeka robota, muszę przywieść 2 kije. Do drugiej w nocy nie działo się nic i wtedy odzywa się mój kij. Podobnie jak u Wieśka powoli i majestatycznie odjeżdża, nawet dokręcenie hamulca nie spowalnia szybkości ryby, trzymetrowa wędka wygina się jak łuk. Dobrze, że walka trwała na głębokiej wodzie po kilkunastu minutach ryba kapituluje i potulnie wchodzi do podbieraka. Po długości holu wiem, że jest bardzo grubo, a świecąc latarką dostrzegam ogon z przebarwieniem. Pierwsza myśl - mam go znowu. Fufi to ryba, która w porywach dochodzi pod 30 kg. Ważymy - trochę jej do 30 brakuje. Ostatni raz, gdy ją miałem ważyła 28 kg teraz minimalnie schudła. Jest piękny, pełnołuski, ma grubo ponad metr, nie mieści się na długość w macie Raptora. Ląduje w worku - fotki z rana. W nocy doławiamy jeszcze każdy po 17 i 18 kg. 
                                                              alt
Jest pięknie, zastrzyk adrenaliny nie pozwala zasnąć do rana, krótka drzemka dopiero po wschodzie słońca. Martin, który przysiadł się do nas robi nam fotki, coś wspaniałego 2 piękne ryby na 1 fotce, jedna powyżej 22kg,  druga powyżej 26 kg.
                                                              alt
W niedzielę przychodzi zmiana ciśnienia, są spławy, ale nie ma brań. I co tu zrobić, decyzja jest jedna - zostajemy do poniedziałku rano. 
                                                              alt

W nocy mam jeszcze jedną  małą ok 12 kg i 17,18,5 i 19. Rano nadszedł czas zdjęć i pakowania. Już nie mogę doczekać się kolejnej zasiadki, ale to za 2 tygodnie. W najbliższy weekend będzie łowił mój brat i Wiesław, bo w domu trzeba też czasami pomieszkać.  Nie można zbytnio nadużywać cierpliwości żony, która i tak jest chyba jedną z najbardziej wyrozumiałych kobiet jakie poznałem ,wiec o ten skarb też muszę dbać.

Jarek Dąbrowski CarpRUs Team Poland.


Przejdź do strony głównej

Produkty w promocyjnych cenach zobacz wszystkie

Oprogramowanie sklepu shopGold.pl